Rząd stawia na przydomowe magazyny energii. W tym roku czekają nas dwa programy dotacji z nimi związane. Pierwszy ruszył już 30 marca i ma charakter przejściowy – wypełnia lukę po zakończeniu poprzedniej edycji „Mojego Prądu”. Drugi, zapowiadany na drugą połowę roku, będzie docelowym systemem wsparcia na kolejne lata.
Program uruchamiany teraz skierowany jest do prosumentów, czyli właścicieli instalacji fotowoltaicznych. W praktyce oznacza to, że mogą z niego skorzystać zarówno osoby już produkujące prąd na własne potrzeby, jak i te, które dopiero planują inwestycję. Dotacja obejmuje przede wszystkim magazyny energii, ale w niektórych przypadkach także instalacje paneli fotowoltaicznych czy magazyny ciepła. Maksymalne wsparcie na magazyn energii wynosi około 16 tys. zł i może pokryć do 50 proc. kosztów inwestycji. Budżet programu to około 335 mln zł, a jego realizacja przewidziana jest na lata 2026–2027.
Docelowy program dotacji – w drugiej części roku
Znacznie więcej zmian przyniesie jednak drugi program, który ma ruszyć w drugiej połowie roku. Będzie on następcą „Mojego Prądu”. Dotację będzie można uzyskać na przydomowy magazyn energii o pojemności min. 12 kWh, magazyn ciepła lub falownik hybrydowy, czyli urządzenie umożliwiające współpracę domowej fotowoltaiki z magazynem energii. W programie nie przewiduje się już natomiast dofinansowania samej fotowoltaiki. Wszystko wskazuje na to, że poziom wsparcia będzie uzależniony od zasad na jakich rozliczamy naszą instalację fotowoltaiczną. Prosumenci rozliczający się na tzw. nowych zasadach (net-billing) będą mogli liczyć na dotacje rzędu do 16 tys. zł, podczas gdy osoby na starych zasadach (tzw. net-metering) – raczej około 8 tys. zł. Ostateczne warunki programu nie są jeszcze w pełni znane i mogą się zmienić, ale kierunek jest już wyraźny: państwo chce premiować magazynowanie energii i jednocześnie zachęcać do przechodzenia na nowszy system rozliczeń.
Przydomowe magazyny energii – jak działają, ile kosztują?
Przydomowe magazyny energii to urządzenia – najczęściej oparte na technologii litowo-jonowej – które pozwalają przechowywać nadwyżki prądu, na przykład z instalacji fotowoltaicznej, i wykorzystywać je później, gdy produkcja spada lub ceny energii rosną. Działają poprzez ładowanie baterii w momentach nadprodukcji i automatyczne oddawanie energii do domowej instalacji wtedy, gdy jest na nią zapotrzebowanie, co znacząco zwiększa autokonsumpcję i częściowo uniezależnia gospodarstwo od sieci. W praktyce może to podnieść wykorzystanie własnej energii nawet do 80–90% i przełożyć się na oszczędności rzędu około 1–3 tys. zł rocznie w typowym domu, a przy wykorzystaniu taryf dynamicznych nawet więcej, ponieważ magazyn pozwala także „kupować tanio i zużywać drogo”.

Koszt takiego rozwiązania w Polsce w 2026 roku wynosi zazwyczaj około 18–35 tys. zł za system o pojemności 10–15 kWh z montażem, jednak dzięki planowanym dotacjom do 16 tys. zł (do ok. 30–50% kosztów) realny wydatek może spaść nawet do kilkunastu tysięcy złotych, co skraca okres zwrotu inwestycji do około 4–7 lat. Co istotne, ceny magazynów energii w Polsce wyraźnie spadają – w ostatnich 1–2 latach nawet o 30–40%, a długoterminowy trend wynosi około 10% rocznie – głównie dzięki masowej produkcji baterii, rosnącej konkurencji i postępowi technologicznemu.
Nowe technologie w zakresie magazynów energii rozwijają także Polacy – o czym pisaliśmy już wcześniej. Chodzi o urządzenie EkoPowerBOX, opracowywane przez Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu (CBRTP), które zamienia nadwyżki energii w wodór poprzez elektrolizę wody. Koszt urządzenia ma być porównywalny z kosztem nowoczesnego kotła gazowego – ok. 12-16 tys. zł.