Prezydenckie weto wobec tzw. ustawy wiatrakowej nie zatrzymało planów rządu dotyczących rozwoju energetyki wiatrowej. Gabinet Donalda Tuska wprowadził właśnie nowe rozwiązanie, które pomoże zwiększyć moc produkcji energii z wiatru – tym razem poprzez uproszczenie zasad modernizacji już istniejących farm wiatrowych.
W sierpniu 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy wiatrakowej. Kluczową zmianą miało być zmniejszenie minimalnej odległości turbin od zabudowań z 700 do 500 metrów. Ustawa przewidywała również utrzymanie zamrożonych cen energii dla gospodarstw domowych.
Prezydent argumentował swoją decyzję względami społecznymi i bezpieczeństwa. Wskazywał, że projekt budzi sprzeciw części mieszkańców oraz może prowadzić do nadmiernej ingerencji w przestrzeń lokalnych społeczności. Krytykował również – jak mówił – „wiatrakowy lobbing”. Jednocześnie podpisał odrębne rozwiązania dotyczące zamrożenia cen energii, wyłączone z zawetowanej ustawy.
Weto oznaczało polityczny i inwestycyjny problem dla rządu, który liczył na szybkie odblokowanie nowych projektów wiatrowych na lądzie. Resort klimatu zaczął więc szukać alternatywnych rozwiązań pozwalających zwiększyć produkcję energii bez konieczności ponownego otwierania najbardziej spornego tematu odległości wiatraków od domów.

Tak narodził się pomysł na przyspieszenie tzw. repoweringu, czyli modernizacji istniejących elektrowni wiatrowych. Chodzi o wymianę starych turbin na nowocześniejsze, wyższe i znacznie wydajniejsze urządzenia, często przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby samych wiatraków.
Rząd przyjął właśnie rozporządzenie upraszczające część procedur administracyjnych związanych z takimi inwestycjami. Według Ministerstwa Klimatu i Środowiska nowe przepisy mają skrócić proces inwestycyjny nawet o ponad pół roku. W praktyce oznacza to możliwość szybszego zwiększania mocy istniejących farm bez konieczności budowy całkowicie nowych instalacji.
Resort klimatu szacuje, że modernizacja najstarszych polskich farm wiatrowych może przynieść nawet dwukrotny wzrost mocy przy mniejszej liczbie turbin. Część obecnie działających instalacji powstawała jeszcze około 20 lat temu i korzysta z technologii znacznie mniej wydajnej niż obecnie dostępna na rynku.
Rząd przekonuje, że repowering pozwoli zwiększyć produkcję taniej energii bez konieczności prowadzenia wielu nowych sporów lokalizacyjnych. Krytycy odpowiadają jednak, że jest to jedynie częściowe rozwiązanie problemu i bez pełnego odblokowania nowych inwestycji Polska może mieć trudności z dalszym rozwojem energetyki wiatrowej.
Spór o wiatraki staje się więc nie tylko konfliktem o energetykę, ale również kolejnym polem politycznej rywalizacji między rządem a prezydentem. Tymczasem stawką pozostają miliardowe inwestycje, ceny energii oraz tempo transformacji energetycznej kraju.
Energetyka wiatrowa pozostaje dziś jednym z najtańszych źródeł produkcji energii elektrycznej w Polsce. Według analiz branżowych koszt wytwarzania prądu z nowych farm wiatrowych jest niższy niż w przypadku elektrowni węglowych czy gazowych, a same instalacje nie emitują dwutlenku węgla podczas pracy. Zwolennicy rozwoju wiatraków podkreślają również, że większy udział energii z wiatru może w przyszłości ograniczać wahania cen prądu i zmniejszać zależność Polski od importu paliw kopalnych.