Port lotniczy Kraków‑Balice to dziś duma władz miasta i regionu: drugie największe lotnisko w kraju, ponad 13 milionów pasażerów rocznie i ambitne plany dojścia do 15 milionów już w tym roku. W kwietniu port dostał od radnych prestiżowy medal Cracoviae Merenti „za wkład w rozwój Krakowa i budowanie pozytywnego wizerunku miasta”. Dwa dni później ci sami mieszkańcy, którzy od lat alarmują o truciu lokalnej rzeki przez lotnisko, zasiedli na ławie pozwanych w krakowskim sądzie.
Chodzi o niewielki potok Olszanicki, czterokilometrową rzekę płynącą przez Olszanicę, do której od lat spływa chemia z płyt lotniska, przede wszystkim środki do odladzania samolotów. Miejscowi zaczęli bić na alarm już około 2016 roku: woda zmieniała kolor na atramentowy, pojawiała się gęsta piana, a nad rzeką unosił się ostry, „cebulo‑chemiczny” fetor. Problem nasila się szczególnie zimą; część rodzin wyprowadza się wtedy do krewnych, bo nawet przy zamkniętych oknach bóle głowy u dzieci i duszący zapach stają się nie do zniesienia.
To, co wypływa z potoku Olszanickiego, nie zostaje w Olszanicy: potok trafia do Rudawy, popularnego miejsca spacerów i wycieczek rowerowych, a dalej do Wisły – tuż pod Wawel. Strażnicy rzek zgłaszali pianę i duszący zapach także w Rudawie, zauważając jednocześnie zanik ryb i bezkręgowców, które normalnie „filtrowałyby” rzekę. Przez lata jedyną realną konsekwencją dla lotniska były symboliczne kary – do 500 zł, i to tylko wtedy, gdy służby były w stanie jednoznacznie wskazać sprawcę zanieczyszczenia.
Od dekady działania dokumentuje lokalne stowarzyszenie „Nasza Olszanica”. Aktywiści nagrywają filmiki, liczą kolejne „dni z pianą” i wysyłają zawiadomienia do inspekcji ochrony środowiska. Z ich relacji wynika, że wraz z szybkim wzrostem liczby pasażerów lotniska rośnie też liczba incydentów i zgłoszeń.

Przełom przyszedł w kwietniu 2025 roku. Na całej długości potoku pojawiła się ogromna piana i intensywny odór, a stowarzyszenie opisało sytuację na Facebooku. Po długim oczekiwaniu przyszły wyniki badań, które – według aktywistów – potwierdziły obecność lotniskowej chemii. Sprawą zajęły się w końcu ogólnopolskie media: reportaże przygotowały zarówno TVN, jak i Telewizja Polska, pokazując widzom czarną wodę i białe kożuchy piany.
Co na to władze lotniska? Zamiast dialogu wytoczyło aktywistom proces. Choć lotnisko przyznaje, że zatruwa rzekę, to twierdzi, że nie robiło tego akurat tego dnia, którego dotyczyło jedno ze zgłoszeń. Domaga się zatem od mieszkańców przeprosin i zadośćuczynienia w postaci 15 tys. złotych – relacjonuje stowarzyszenie „Nasza Olszanica”.
Tego rodzaju praktyki określane są mianem SLAPP – strategicznych pozwów przeciwko partycypacji publicznej. Ich celem nie musi być wygrana w sądzie, lecz wywołanie presji psychicznej, finansowej i zniechęcenie obywateli do dalszej działalności społecznej.
Trzymamy kciuki za mieszkańców!
Źródło:
SmogLAB: Od dekady walczą z państwowym trucicielem. Właśnie dostali za to pozew