Problem dzików w polskich miastach jest dziś jednym z najbardziej widocznych konfliktów między przyrodą a urbanizacją. Według szacunków w samej Warszawie żyje ponad 3 tysiące dzików, a w Łodzi blisko 2 tysiące. Z regularnych przemarszów stad dzików przez centrum miasta znane są również Gdynia i Sopot, a podobne zjawiska występują w innych aglomeracjach. Wiele polskich miast decyduje się na regularny odstrzał tych zwierząt. Określane są one terminem “odstrzałów redukcyjnych” W Warszawie tylko w 2025 roku odstrzelono 464 osobniki. W Łodzi odstrzał 185 dzików w 2026 roku ma kosztować niemal pół miliona złotych. Szczegółowe zestawienie odstrzałów redukcyjnych w Polsce można znaleźć na stronie Zakaz Polowania – https://zakazpolowania.pl/aktualnosci/zabijanie-dzikow-w-miastach/. Zabijanie dzików zamiast ich wywożenia często budzi kontrowersje i protesty opinii publicznej – jak chociażby głośny przypadek z zeszłego tygodnia dzika Henia, który spokojnie spał na placu zabaw w Warszawie.
Odstrzały dzików – nie przynoszą rezultatów
Mimo rosnącej intensywności odstrzałów, wielu ekspertów wskazuje, że jest to strategia długofalowo nieskuteczna. Liczba zgłoszeń dotyczących dzików w Warszawie wzrosła w ostatnich latach nawet kilkukrotnie, mimo regularnych redukcji populacji. Wynika to z mechanizmu ekologicznego: dziki szybko się rozmnażają i zasiedlają opróżnione nisze. W efekcie odstrzał nie usuwa przyczyny problemu, a jedynie chwilowo zmniejsza jego widoczność.

Ekosystem miejski – dogodny dla ludzi i innych zwierząt.
Choć często tego nie widzimy, miasta nigdy nie były i nigdy nie będą przestrzenią “jednogatunkową”. Żyją tu z nami inne zwierzęta – gołębie, sympatyczne wiewiórki, czy mniej sympatyczne szczury, a także dziki… które radzą sobie tu świetnie. Miasta to dla nich szereg plusów – łatwy dostęp do pożywienia (śmietniki, niezabezpieczone odpady, dokarmianie przez ludzi), wygodne kryjówki (przede wszystkim różne nieużytki i opuszczone, zarośnięte działki) oraz brak naturalnych wrogów. W takich warunkach populacja szybko się odbudowuje, a odstrzał działa raczej jak „reset”, nie trwałe rozwiązanie.
Obecność dzikich zwierząt w miastach jest też naturalną konsekwencją ekspansji człowieka. To nie dziki wchodzą do miast, lecz miasta rozrastają się na ich dawne siedliska, fragmentując lasy i pola. W tym sensie konflikt nie jest anomalią, lecz stałym elementem współczesnej urbanizacji.
W Łodzi w listopadzie 2025 roku powołano specjalny Zespół ds. Dzikich Zwierząt – interdyscyplinarne ciało doradcze mające na celu humanitarne zarządzanie obecnością dzikich zwierząt w mieście. Skład zespołu obejmuje przedstawicieli urzędu miasta, naukowców, straż miejską oraz ekspertów od ochrony zwierząt. Jak podkreśla Magdalena Gałkiewicz, wiceprzewodnicząca zespołu oraz radna miejska i przewodnicząca Partii Zieloni, celem zespołu jest ograniczenie przyczyn obecności zwierząt w mieście, m.in. poprzez lepsze gospodarowanie odpadami, zabezpieczanie zieleni miejskiej i edukację mieszkańców. W pracach zespołu podkreśla się, że kluczowe jest odejście od reaktywnego modelu interwencji na rzecz prewencji. Mamy dobre przykłady, na przykład Barcelona ograniczyła konflikty z dzikimi zwierzętami o 70 proc. Widzimy, że to działa i chcemy wypracować takie rozwiązania dla Łodzi – mówi.

Jak z dzikami poradziła sobie Barcelona?
W Barcelonie, problem dzików stał się na tyle poważny, że miasto musiało wdrożyć wieloletni program ograniczania ich obecności w przestrzeni miejskiej. Podjęto szereg działań: wzmocniono systemy zamykania pojemników na odpady, wprowadzono zakazy dokarmiania dzików oraz uruchomiono kampanię społeczną pod hasłem „nie karm dzików”. Równolegle stosowano odławianie i kontrolowaną redukcję populacji, a w niektórych przypadkach także sterylizację wybranych osobników w ramach eksperymentalnych programów ograniczania rozrodczości. Miasto testowało również systemy odstraszania w newralgicznych punktach – m.in. specjalne ogrodzenia, zabezpieczenia koszy ulicznych oraz modyfikacje infrastruktury zielonej, tak aby ograniczyć atrakcyjność miasta jako źródła pokarmu.
Doświadczenie Barcelony jest często przywoływane w europejskiej debacie jako przykład, że sama eliminacja zwierząt nie rozwiązuje problemu, jeśli nie zmienia się warunków środowiskowych.
Czytaj też:
Dzikie Życie: Rozmowa z adwokatką Karoliną Kuszlewicz
Prof. Krauze-Gryz: dzik to nie wróg miasta, lecz inteligentny inżynier ekosystemu
Wabione i brutalnie mordowane. Dziki w miastach są zabijane na oczach przypadkowych osób