Naukowcy zapowiadają rychłe nadejście tzw. Super El Niño, który ma bardzo namieszać w pogodzie na świecie w najbliższych miesiącach. Co to jednak oznacza w praktyce?
Ziemia ogrzewa się z roku na rok przez działalność człowieka, a ogromna część dodatkowej energii trafia do oceanów, które działają jak główny bufor klimatyczny planety. To właśnie oceany magazynują i stopniowo oddają ciepło, wpływając na globalną temperaturę atmosfery. Szczególnie istotne jest w tym zakresie to co dzieje się na Pacyfiku. Tam na przemian występują dwie fazy – La Niña i El Niño. Podczas tej drugiej chłodne wody pozostają przy dnie oceanu, a powietrze ogrzewa się, podnosząc średnią globalną temperaturę powietrza. Ale dzieje się też znacznie więcej – zmienia się też globalny rozkład temperatur, uruchamiając istotne nasilenie katastrof klimatycznych – susz w jednych rejonach, a powodziach w drugich. Zjawisko to jest ściśle monitorowane od kilkudziesięciu lat i bardzo dobrze udokumentowane. Potrafimy je dość dobrze prognozować. Według obecnych wskazań, możemy być praktycznie pewni bardzo silnej fazy El Niño na przełomie 2026 i 2027 roku. Być może też najsilniejszej w historii.
A co z Europą i Polską? Tu związek nie jest aż tak oczywisty. El Niño nie jest „sterownikiem” pogody w Polsce. Wpływ ten jest niewielki i często podważany statystycznie. Nie możemy więc wyrokować, że nadchodząca zima będzie ciepła, a w lecie czekają nas susze i powodzie.
Żyjemy jednak w globalnym świecie – drastyczne zjawiska pogodowe, nawet na drugim końcu świata, wpływają również na Polskę – poprzez wzrost cen produktów rolnych, zmniejszając stabilność światowej sytuacji politycznej i gospodarczej.
Choć bezpośredni wpływ Super El Niño na Polskę i Europę jest trudny do oszacowania, na drugim końcu świata skutki będą bardzo konkretne. W Indonezji, Amazonii i Ameryce Centralnej nasilą się susze i pożary, które mogą pochłaniać tysiące hektarów lasu. Natomiast w inne regiony Pacyfiku mogą uderzyć intensywne ulewy i powodzie. Najważniejsza zmiana dotyczy całego globu – El Niño zwiększa przepływ energii z oceanu do atmosfery, co może podbić średnią globalną temperaturę o około 0,1°C w stosunku do lat neutralnych. W skali całego roku oznacza to, że 2026 i 2027 mogą należeć do najcieplejszych w zapisanej historii.
Co więcej, El Niño przyspiesza wzrost stężenia CO₂ w atmosferze – nasila efekty spalania lasów tropikalnych i ogranicza zdolność oceanu do pochłaniania dwutlenku węgla. W latach La Niña ten efekt jest odwrotny, co pokazuje, że oscylacja na Pacyfiku to nie tylko zjawisko pogodowe, ale istotny czynnik globalnego cyklu węglowego.
A co z przyszłością tego zjawiska? Modele klimatyczne pokazują, że w ocieplającym się świecie najbardziej prawdopodobny jest wzrost intensywności ekstremalnych epizodów El Niño – czyli dokładnie tego, co obserwujemy teraz. Prognozy wskazują na osłabienie naturalnej cyrkulacji powietrza nad Pacyfikiem i wzrost opadów sterowanych przez cykle El Niño i La Niña. To oznacza, że Super El Niño nie jest anomalią, której nigdy wcześniej nie było – to raczej sygnał, że zjawiska tego typu mogą stawać się bardziej częste i bardziej dotkliwe w nadchodzących dekadach.