27 września w całej Unii Europejskiej mają zacząć obowiązywać nowe zasady dotyczące tzw. greenwashingu. Tymczasem Polska zdecydowała jednak, że zaczną one u nas obowiązywać dopiero rok później.
Dyrektywa EmpCo ma sprawić, aby konsumenci nie byli wprowadzani w błąd informacjami o ekologiczności produktów. Zakazuje m.in. nieuzasadnionych, ogólnych określeń takich jak „ekologiczny”, „przyjazny środowisku” czy „klimatycznie neutralny”, a także niektórych własnych, niezweryfikowanych oznaczeń ekologicznych. Ogranicza również twierdzenia o neutralności klimatycznej oparte wyłącznie na kompensowaniu emisji. Jednocześnie firmy będą musiały przekazywać konsumentom więcej informacji o trwałości, możliwości naprawy i aktualizacjach produktów.

Państwa członkowskie były zobowiązane aby przepisy te zostały w pełni wdrożone miały podjąć stosowne uchwały krajowe do 27 marca 2026 r., a także aby przepisy te obowiązywały od 27 września 2026 r. W maju Komisja Europejska wszczęła formalną procedurę naruszeniową przeciwko Polsce oraz 19 innym unijnym krajom, które również ociągały się z uchwaleniem nowych przepisów.
Polski projekt ustawy został ostatecznie uchwalony przez Sejm 4 września. Posłowie przyjęli jednak poprawkę, zgodnie z którą ustawa ma wejść w życie rok później niż planowano czyli dopiero 27 września 2027 r.

Dlaczego rok zwłoki?
Nasz rząd argumentował, że roczne opóźnienie jest potrzebne, aby przedsiębiorcy dostosowali opakowania, oznaczanie produktów oraz materiały marketingowe. Chodziło również o możliwość wyprzedania produktów znajdujących się już w magazynach i sklepach.
Choć wydaje się to zrozumiałe to jednak należy pamiętać, że wdrożenie dyrektywy już w tym roku nie powodowałoby od razu naliczenia kar dla firm jej nieprzestrzegających. Unijne organy ochrony konsumentów mają bowiem stosować podejście proporcjonalne i mogą zwalniać producentów z kar uwzględniając właśnie konieczność wyprzedaży starych zapasów. Docelowo jednak kary za greenwashing mają być surowe – wynosząc aż do 10% rocznego obrotu firmy.

Polska nie jest wyjątkiem
Opóźnienia nie dotyczą wyłącznie Polski. Od października tego roku dyrektywa będzie w pełni obowiązywać najprawdopodobniej jedynie w 6 lub 7 państwach (są to Niemcy, Włochy, Austria, Francja, Węgry i Irlandia i być może Belgia). Polska wyróżnia się jednak czymś innym: nie tylko nie zdążyła z przyjęciem przepisów, ale również jako jedyna opóźnia wprowadzenie przepisów o rok.
Za niewdrożenie dyrektywy państwo członkowskie może ponieść konsekwencje w unijnej procedurze naruszeniowej. Jeśli Polska nie usunie uchybienia, możliwe są sankcje finansowe.O kogo bardziej dba Polska? Czy o interesy konsumentów czy firm, stosujących naciągany marketing? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Przecież uczciwe firmy, które nie stosują greenwashingu, nie powinny bać się nowej legislacji. Znowu wielki biznes wygrał z interesem zwykłego człowieka.