Gdy mówimy o uprawach zagrożonych przez zmiany klimatu zwykle przychodzą nam do głowy kawa i czekolada. Warto spojrzeć też bliżej na rodzime uprawy. Okazuje się, że kryzys klimatyczny dotyka coraz bardziej naszego polskiego ziemniaka.
Ziemniak nie lubi upału
Ziemniak jest rośliną klimatu raczej chłodnego i wilgotnego. Wysoka temperatura ogranicza tworzenie bulw, a susza dodatkowo pogarsza sytuację. Według ekspertów, gdy temperatura powietrza przekracza około 30°C, ziemniaki przestają efektywnie rosnąć. Choć młode odmiany zbiera się już od maja, największe zbiory w Polsce przypadają na wrzesień i październik. Dlatego długotrwały letni deficyt wody i wysokie wakacyjne temperatury mocno dają się ziemniakom we znaki.
Ziemniaki w Polsce to symbol taniej dostępnej żywności. Niestety nie musi być to prawda w przyszłych latach. Ich wieloletnia cena w detalu to około złotówka za kilogram. W krytycznych latach słabych plonów takich jak 2019 czy 2024, potrafiły kosztować 4-5 złotych. Takich lat może być coraz więcej. W lipcu 2026 roku ceny są trochę wyższe niż przed rokiem – ale rolnicy czekają na obecny szczyt zbiorów z rosnącym niepokojem. Wyjątkowa zła sytuacja panuje już na Zachodzie Europy. Ojczyzna frytek, Belgia, w tym roku bardzo ucierpiała. Rolnicy narzekają, że w skutek wysokich temperatur bulwy są wielkości piłeczek do ping-ponga, podczas gdy normalnie powinny być kilka razy większe. Zamiast przeznaczyć te ziemniaki do pysznych długich frytek, skończą raczej jako pasza.
Pszenica ma jeszcze większe znaczenie
Jeszcze większy problem zmiana klimatu oznacza dla pszenicy. Choć potrafi ona rosnąć w cieplejszym i suchszym klimacie niż w Polsce, na przykład na Ukrainie czy Węgrzech, to jej problemem nie jest sama wysoka temperatura. Kluczowe jest połączenie upału z niedoborem wody w krytycznych fazach rozwoju rośliny. Gry problem dotyka kilku dużych producentów pszenicy w Europie jednocześnie – konsekwencje odczuwa cały światowy rynek i ceny.

Nie wszystkie rośliny przegrają
Czy oznacza to, że polskie rolnictwo czeka katastrofa? Niekoniecznie, ale na pewno musimy być przygotowani na rozchwiane ceny oraz konieczność transformacji. Poza polepszaniem nawadniania pól i retencji potrzebna będzie też zmiana upraw. Tracić na znaczeniu w perspektywie dziesięcioleci mogą w Polsce: ziemniaki, kukurydza, pszenica, zboża jare. Zyskiwać mogą: soja, słoneczniki oraz winorośl. Oczywiście przestawienie się na inne uprawy to proces długi i kosztowny – polski rolnik nie może tak po prostu w przyszłym roku obsiać pola soją zamiast ziemniaków. Potrzebna jest wiedza, sprzęt, punkty skupu, łańcuchy logistyczne. Pamiętajmy o tym wszystkim zajadając się plackami ziemniaczanymi czy pyrami z gzikiem.