Szalejące pożary na południu Europy są rekordowe. Ich skala jest tak duża, że nawet internetowe trolle przestały prześmiewczo komentować informacje o zmianie klimatu swoim starym hasłem „planeta płonie”. Nowa skala zagrożenia zmusza Hiszpanię, Portugalię i inne kraje południa Europy do szukania sposobów walki z rosnącym ryzykiem pożarowym. Zacznijmy od jednego z najbardziej nietypowych pomysłów – wykorzystania do walki z pożarami… żubrów.
Żubr – leśny strażak
Żubr europejski, czyli nasza narodowa duma, to największy dziki ssak lądowy Europy. W lasach zjada trawy, zarośla, krzewy, roślinność drzewiastą, liście i gałęzie. W efekcie zmniejsza ilość łatwopalnego materiału w runie leśnym. Zgodnie z hipotezą naukowców może to spowalniać rozprzestrzenianie się pożarów.
Badania nad tą hipotezą rozpoczęto w 2024 roku. Wówczas osiem żubrów sprowadzonych z Polski trafiło do portugalskiego regionu Beira Baixa, niedaleko granicy z Hiszpanią, w ramach projektu Rewilding Portugal. W tym roku bliźniaczy test ruszył w prowincji Guadalajara w Hiszpanii.
Na ogrodzonym obszarze 400 hektarów lasu śródziemnomorskiego żyje od stycznia dziewięć żubrów. Naukowcy z Uniwersytetu Kraju Basków, Uniwersytetu w Manchesterze i duńskiego ośrodka Econovo obserwują zwierzęta za pomocą nadajników GPS. Sprawdzają między innymi, co dokładnie jedzą, jak reagują na nowe środowisko oraz jak ich obecność zmienia strukturę roślinności.
Czy ich wpływ okaże się na tyle istotny, by zmniejszać ryzyko pożarów? Zobaczymy. Poza polskimi żubrami dużą nadzieję daje też wykorzystanie kóz i owiec – one również mogą pomagać w zmniejszaniu ilości łatwopalnej biomasy.

Ogień zwalczaj ogniem
Oczywiście zwierzęta to nie jedyny pomysł walki ze zwiększonym ryzykiem pożarów. Kluczowe jest obecnie tworzenie pasów pozbawionych łatwopalnej roślinności. Tak interweniowano w okolicach Bordeaux – wycinając roślinność i tworząc przerwy na drodze rozprzestrzeniającego się ognia, tak aby nie dotarł on do miasta.
Inną metodą są kontrolowane wypalenia, przeprowadzane w okresie, gdy roślinność i gleba są odpowiednio wilgotne, a ryzyko niekontrolowanego pożaru niewielkie. Tłumienie wszystkich pożarów w długim okresie okazuje się bowiem przeciwskuteczne. Jeśli przez dziesięciolecia na danym obszarze nie ma pożarów, łatwopalne paliwo się kumuluje. Gdy pożar w końcu wybucha w szczycie lata, może osiągnąć katastrofalne rozmiary.
Kolejnym sposobem jest zmiana struktury samych lasów. Zamiast monokultur, szczególnie łatwopalnych lasów iglastych, wprowadza się bardziej zróżnicowane, mieszane drzewostany z większym udziałem gatunków liściastych, np. dębów. Jednocześnie ogranicza się nadmiar suchego podszytu, krzewów i łatwopalnych gatunków, takich jak niektóre sosny czy eukaliptusy. Taki las nie staje się oczywiście „niepalny”, ale ogień ma w nim mniej ciągłego paliwa i trudniej może się rozprzestrzeniać.
