W Iranie rozgrywa się dramat, o którym nie wspominają polskie media – kryzys środowiskowy tak głęboki, że stał się katalizatorem największych protestów od lat. 30 tysięcy ofiar, miliony zmuszonych do ucieczki i pytanie: ile jeszcze planeta wytrzyma naszej bezczynności?
Kiedy myślimy o protestach w Iranie, od razu przychodzą na myśl kwestie polityczne, prawa kobiet, restrykcje religijne. Ale w ostatnich tygodniach tysiące Irańczyków wyszło na ulice także z innego powodu – bo nie mogą oddychać. Dosłownie.
W styczniu 2026 roku Teheran został uznany za najbardziej zanieczyszczone miasto na świecie. W ciągu zaledwie dziesięciu dni grudnia 2025 roku lokalne media odnotowały ponad 350 zgonów związanych z jakością powietrza. Rocznie w Iranie z powodu chorób wywołanych smogiem przedwcześnie umiera ponad 59 tys. osób.
Grunt dosłownie ucieka Irańczykom spod nóg
Iran nie zmaga się z jednym kryzysem ekologicznym, ale z kilkoma naraz: niedoborami wody, osiadaniem gruntu, zanieczyszczeniem powietrza i kryzysem energetycznym. Nima Shokri, irański inżynier środowiska zajmujący się globalnymi wyzwaniami klimatycznymi, określa sytuację jako „walkę o przetrwanie”.
Ziemia dosłownie zapada się pod stopami Irańczyków. W niektórych regionach grunt opada nawet o 30 centymetrów rocznie – to tempo 40 razy szybsze niż w krajach rozwiniętych. Problem dotyka około 14 milionów ludzi, czyli ponad jednej piątej populacji kraju. W dystrykcie Rafsandżan, centrum produkcji pistacji, naukowcy zmierzyli alarmujące tempo osiadania gruntu przekraczające 35 centymetrów rocznie.
Co jest przyczyną? Rabunkowa eksploatacja wód gruntowych. Deficyt sięga około 130 miliardów metrów sześciennych – to więcej niż łączna pojemność wszystkich zapór w Iranie. Rolnicy zmuszeni są porzucać pękające ziemie i uciekać na obrzeża miast, bo już nie da się uprawiać roli ani hodować zwierząt.

Czym właściwie oddychają Irańczycy?
Jakość powietrza w irańskich miastach to osobna tragedia. Mimo że Iran posiada drugie co do wielkości złoża gazu ziemnego na świecie, kraj zmaga się z jego deficytem z powodu zdegradowanej infrastruktury i braku inwestycji. Mieszkańcy Iranu, aby ogrzać się zimą, zmuszeni są spalać mazut – niskogatunkowe, toksyczne paliwo bogate w siarkę.
Emisje tlenków siarki w dużych miastach wzrastają nawet dziesięciokrotnie powyżej limitów prawnych podczas okresów spalania mazutu. Stacje monitorujące odnotowują, że w niektórych latach miasta takie jak Teheran, Arak czy Isfahan mają mniej niż pięć dni „czystego powietrza” w całym roku. To odbiera 86 milionom ludzi prawo do oddychania.
Ministerstwo Zdrowia szacuje, że około 30 tysięcy zgonów rocznie można przypisać zanieczyszczeniu powietrza. Szkoły i szpitale są zamykane, a coraz więcej przypadków medycznych wiąże się bezpośrednio ze smogiem. Ale to nie tylko problem zimowy. Na zachodzie i południu kraju wyschnięte bagna i jeziora zamieniły się w ogromne źródła burz pyłowych, które nękają mieszkańców wiosną i latem.

Gdy kryzys klimatyczny staje się kryzysem politycznym
Shokri zwraca uwagę na coś kluczowego: wiele z epicentrów masowych protestów w Iranie w ostatnich tygodniach to miejsca zmagające się z najcięższymi wyzwaniami środowiskowymi. To nie przypadek. Ludzie nie wychodzą na ulice tylko dlatego, że nie zgadzają się z rządem ideologicznie. Wychodzą, bo nie mają wody do picia, powietrza i ziemi, na której mogliby żyć.
Te warunki nie pojawiły się z dnia na dzień. To efekt politycznych wyborów dokonywanych przez lata: promowanie wodochłonnego rolnictwa, nadmierne pompowanie wód gruntowych, używanie toksycznych paliw i słaba regulacja środowiskowa. Irański rząd nie chronił swoich obywateli – przeciwnie, swoimi decyzjami narażał ich na coraz większe ryzyko.
Gdy troska o środowisko przestaje być tematem do dyskusji, a staje się kwestią przetrwania – ludzie wychodzą na ulice. Iran pokazuje, że kryzys klimatyczny to nie abstrakcyjna wizja przyszłości, tylko rzeczywistość milionów ludzi.