Tempo zielonej transformacji w Chinach zaskakuje wszystkich ekspertów. W ciągu trzech lat kraj ten podwoił produkcję energii z wiatru i słońca, a w ciągu ostatniego roku zainstalował dwukrotnie więcej nowych mocy fotowoltaicznych niż posiada łącznie USA! Efekt? W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2024 roku emisje dwutlenku węgla w Chinach spadły o 2,7 proc. rok do roku, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 4,2 proc, a w Unii Europejskiej o 4,6 proc! To sygnał, że kraj, który był kojarzony z węglem i smogiem staje się globalnym liderem czystych źródeł energii. Ale jak głębokie są te zmiany? Czy naprawdę można powiedzieć, że Chiny stały się ekologicznym gigantem, czy raczej — że próbują budować zieloną twarz przy jednoczesnym utrzymaniu starych fundamentów?
Punkt krytyczny czy złudzenie?
Eksperci podkreślają, że tempo zmian w chińskim sektorze energetycznym jest bezprecedensowe. Dane Ember pokazują, że kraj mógł przekroczyć punkt krytyczny odejścia od węgla. Oznaczałoby to, że udział tego surowca w krajowym miksie energetycznym będzie już tylko spadać — nie tyle dzięki decyzjom politycznym, ile z powodu twardej ekonomii.

Dzięki postępowi technologicznemu i efektowi skali produkcja energii z nowych instalacji fotowoltaicznych czy wiatrowych jest zdecydowanie tańsza niż z elektrowni węglowych. Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) szacuje, że średni koszt wytwarzania energii z fotowoltaiki spadł o ponad 80 proc. w ciągu ostatniej dekady. W Chinach, gdzie produkcja paneli jest najtańsza na świecie, różnica ta jest jeszcze bardziej wyraźna. Dla inwestorów i rządu rachunek jest prosty: budowanie kolejnych bloków węglowych przestaje się opłacać.
Zielona energia jako broń geopolityczna
Naiwne byłoby patrzenie na chińską transformację wyłącznie w kategoriach ekonomicznych czy środowiskowych. Energetyka to przecież potężny biznes i narzędzie geopolityczne.

Chiny, w przeciwieństwie do Rosji, USA czy nawet Unii Europejskiej, mają bardzo skromne własne zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego. Od dekad są znacznym importerem surowców energetycznych, co czyni je podatnymi na wahania cen i napięcia polityczne. Rozwój fotowoltaiki i energetyki wiatrowej to więc nie tylko „zielona polityka” — to także strategia uniezależnienia się od dostawców ropy i gazu.
Dominacja Chin w produkcji paneli fotowoltaicznych stała się również narzędziem politycznym. Dziś ponad 80 proc. globalnej ich produkcji pochodzi z Państwa Środka. Europa i USA w praktyce stały się uzależnione od chińskich komponentów. Dla Pekinu to źródło intratnych zysków i miękkiej siły — technologia staje się narzędziem wpływu, porównywalnym do tego, jakim jest gaz w rękach Rosji.
Węgiel w odwrocie – ale nie całkowicie
Choć statystyki OZE imponują, Chiny wciąż są węglowym gigantem i pozostaną nim przez jakiś czas. W 2024 roku wydobyły i zużyły go więcej niż jakikolwiek inny kraj i odpowiadają za ok. 58 proc. globalnej konsumpcji tego surowca. Inwestycje w sektor węglowy nie spadły do zera – wciąż w Chinach zatwierdzana jest budowa nowych bloków węglowych.

Cień zielonej transformacji: metale ziem rzadkich
Transformacja OZE niesie także własne, często ignorowane koszty. Najważniejszym z nich jest kwestia metali ziem rzadkich. Chiny są największym producentem tych surowców na świecie. To one dostarczają lwią część globalnych zasobów wykorzystywanych do budowy turbin wiatrowych, baterii, elektroniki czy katalizatorów. Problem w tym, że wydobycie i przetwarzanie metali ziem rzadkich wiąże się z dramatycznymi skutkami środowiskowymi: kwaśne ścieki, toksyczne metale ciężkie, skażenie wód i gleb, degradacja ekosystemów, a nawet emisje radioaktywne. Najbardziej znanym przykładem jest region Baotou w Mongolii Wewnętrznej. To tam powstało gigantyczne składowisko odpadów po rafinacji metali ziem rzadkich — słynna „Baogang Tailings Dam”. Chiński sektor wydobycia metali ziem rzadkich jest niejednorodny. Z jednej strony mamy wielkie przedsiębiorstwa państwowe, które podlegają regulacjom i kontrolom środowiskowym. Z drugiej — tysiące mniejszych, często nielegalnych kopalni, działających bez zezwoleń. Jak dotąd nie widać przesadnie szybkich działań Chin mających na celu zajęcie się tym problemem.

Podwójna twarz chińskiej zielonej rewolucji
Chiny niewątpliwie zmieniają światową energetykę. Ciągną swoją gospodarkę w zupełnie odwrotnym kierunku niż administracja lekceważącego kryzys klimatyczny Donalda Trumpa. Dzięki Chinom koszty paneli fotowoltaicznych i turbin spadły na tyle, że OZE stały się konkurencyjne niemal wszędzie. Bez chińskiej skali i produkcji wiele krajów nie byłoby dziś w stanie realizować własnych programów transformacji.
Jednocześnie jednak za zieloną fasadą kryje się mroczne zaplecze: smog wciąż dusi chińskie miasta, kopalnie węgla działają na pełnych obrotach, a całe regiony cierpią z powodu degradacji środowiska. Dlatego mówiąc o Chinach, nie można ulec ani przesadnemu zachwytowi, ani prostemu potępieniu. To kraj o wciąż podwójnej twarzy: zielony gigant technologiczny i jednocześnie największy truciciel świata. Cieszmy się jednak z tego, że za sprawą chińskiego efektu skali, globalny rozwój OZE jest już nie do zatrzymania.