Drzewo Robin Hooda, najsłynniejsze drzewo Wielkiej Brytanii zostało ścięte w 2023 r. w niezrozumiałym i bezcelowym akcie wandalizmu. Ten przepiękny 200-letni platan rósł samotnie na przełęczy przy Wale Hadriana. We wtorek zapadł wyrok – sprawcy pójdą do więzienia.
Drzewo wystąpiło w kilku filmach, w tym w Robin Hoodzie z Kevinem Costnerem z 1991 roku. Tysiące ludzi przyjeżdżało co roku by fotografować się z tym pomnikiem przyrody. Aż do września 2023 roku. Wtedy, pod osłoną nocy, dwóch sprawców w wieku 39 i 23 lat ścięło drzewo przy użyciu piły mechanicznej. Nagrali też filmiki telefonem z całego zdarzenia. W toku śledztwa nie ustalono motywów działania sprawców. Ci początkowo nie przyznawali się do popełnianego czynu, potem twierdzili, że byli pijani. Być może chodziło o adrenalinę, chęć połechtania własnego ego? – domyślał się prokurator. Rozprawa sądowa zakończyła się w ubiegły wtorek – i do złudzenia przypominała sprawę o morderstwo. W tym przypadku – nie człowieka lecz drzewa. Przełomowy wyrok – 4 lat więzienia – ucieszył Brytyjczyków i stanowi pewien rodzaju przełom.
A drzewo? Z wyciętego pnia puściło nowe, świeże pędy.
Choć wyrok wydaje się surowy, dla wielu ekologów i prawników to ważny sygnał, że przyroda nie jest bezbronna wobec ludzkiej destrukcji. Do tej pory kary za niszczenie pomników przyrody częściej ograniczały się do grzywien lub nakazów odpracowania szkód. Sąd w Newcastle, ogłaszając decyzję, podkreślił „wyjątkową wartość kulturową i przyrodniczą” platana, który przez dwa stulecia był świadkiem historii, inspiracją artystów i magnesem turystycznym.
Ogromne poruszenie opinii publicznej po ścięciu drzewa pokazało, jak silne więzi emocjonalne łączą ludzi z naturą. Petycję wzywającą do surowego ukarania sprawców podpisało ponad 100 tys. osób w zaledwie kilka dni. Organizacje ekologiczne zwracały uwagę, że zabicie tak wiekowego drzewa to nie tylko strata krajobrazowa, lecz także utrata siedliska dla setek gatunków owadów, ptaków i porostów.
Czy 4 lata więzienia to precedens? W brytyjskim prawodawstwie za zniszczenie „zabytku przyrody” grozi do 5 lat pozbawienia wolności, jednak dotąd sądy rzadko korzystały z górnej granicy. Eksperci porównują tę sprawę do głośnego procesu z 2019 r., gdy rolnik z hrabstwa Kent otrzymał 2 lata za wycięcie 73 dębów chronionych prawem. W tamtym przypadku jednak drzewa nie miały takiego statusu kulturowego ani medialnego rozgłosu.
Wyrok ma także wymiar ekonomiczny. Lokalne władze oszacowały, że region stracił nawet 1,5 mln funtów potencjalnych przychodów turystycznych rocznie. Napływ gości zainteresowanych wyjątkowym widokiem napędzał małe pensjonaty, kawiarnie i sklepy z pamiątkami. Już po kilku tygodniach od incydentu frekwencja spadła o niemal 40 %.
Jednocześnie wycinka paradoksalnie zwiększyła świadomość ekologiczną. Uniwersytet w Newcastle rozpoczął badania nad „prawami drzew”, a w szkołach regionu przeprowadzono lekcje o znaczeniu bioróżnorodności. W sieci ruszyła zbiórka na posadzenie tysiąca drzew w nazwanej „Aleją Nadziei”, która zebrała fundusze w niespełna miesiąc.
Z biologicznego punktu widzenia losy Robin Hood Tree są wciąż otwarte. Choć główny pień został poważnie uszkodzony, botaniści National Trust informują, że drzewo wytworzyło kilkanaście zdrowych odrośli. Specjaliści prowadzą teraz eksperymentalny program szczepienia pędów na sadzonkach, aby zachować genetyczną linię słynnego platana. Jeśli się powiedzie, „potomkowie” kultowego drzewa mogą zostać wysadzeni w pobliżu pierwotnej lokalizacji, symbolicznie kontynuując jego dziedzictwo.
Sprawa ma też międzynarodowy wymiar prawny. Organizacje z Kanady, Niemiec czy Nowej Zelandii komentują, że wyrok może wyznaczyć nowy standard ochrony przyrody – podobny do trendu przyznawania rzekom czy lasom osobowości prawnej, co już dzieje się w Ameryce Południowej. Czy w przyszłości drzewa będą miały swoich „adwokatów” w sądzie? Coraz więcej ekspertów twierdzi, że to nieuniknione w obliczu kryzysu klimatycznego.
Dla Brytyjczyków to wyrok bez precedensu, ale również sygnał do refleksji – jak cenne są pojedyncze drzewa w krajobrazie i kulturze oraz jak krucha bywa nasza wspólna pamięć. Gdy młode gałązki Robin Hood Tree znów uniosą się ku niebu, będą przypominać zarówno o ludzkiej lekkomyślności, jak i o sile odrodzenia, jaka drzemie w naturze.
Fot. Carole Raddato, CC.