Do konsumentów w Europie trafia dziś około 6 miliardów przesyłek rocznie z krajów spoza UE – większość z chińskich platform takich jak AliExpress czy Temu. To prawie 200 paczek na sekundę. Jeszcze w 2022 roku było ich około 1,5 miliarda, czyli cztery razy mniej.
Tak szybki wzrost sprawił, że system celny zaprojektowany dla zupełnie innej skali handlu przestał działać efektywnie. Dotychczas przesyłki o wartości do 150 euro korzystały z uproszczonych zasad i były w praktyce słabiej kontrolowane. W efekcie powstała luka, która dawała przewagę cenową platformom spoza Europy, a jednocześnie utrudniała egzekwowanie norm dotyczących jakości i bezpieczeństwa produktów.
W odpowiedzi na tę sytuację Unia Europejska 1 lipca wprowadziła stałą opłatę w wysokości 3 euro. Co ważne, będzie ona naliczana od każdego rodzaju produktu znajdującego się w paczce. Zamówienie 5 takich samych rzeczy to jedna opłata 3 EUR, gdy do koszyka wrzucimy różne produkty, za każdy typ produktu zostaniemy obciążeni odrębną opłatą.
Jak działa nowa opłata?
Formalnie opłata nakładana jest na import, a nie bezpośrednio na konsumenta. W praktyce klient rzadko zobaczy ją jako osobną pozycję przy odbiorze przesyłki.
Obowiązek rozliczenia spoczywa na platformach sprzedażowych lub importerach, którzy muszą uwzględniać nowe koszty w cenach produktów. Cena widoczna przy zakupie w największych serwisach będzie z reguły obejmowała już wszystkie opłaty.

Czy chińskie platformy obchodzą przepisy?
W odpowiedzi na nowe regulacje oraz rosnące koszty logistyki platformy coraz mocniej inwestują w magazyny na terenie Unii Europejskiej. Shein i Temu rozwijają centra dystrybucyjne, dzięki którym towary trafiają do Europy hurtowo, a dopiero później wysyłane są do klientów z magazynów lokalnych. Jedno z takich centrów działa m.in. we Wrocławiu.
Nie jest to obejście prawa – cło nadal jest naliczane przy imporcie do UE. Dla chińskich platform taki model oznacza niższe koszty transportu i brak dodatkowej opłaty 3 euro w skali pojedynczej paczki. Jednocześnie dla Unii Europejskiej ułatwia kontrolę zgodności produktów z europejskimi normami. Zamiast setek milionów rozproszonych przesyłek służby celne mogą analizować duże partie towaru już na etapie importu kontenerowego. W efekcie rośnie także odpowiedzialność importerów za zgodność produktów z unijnymi przepisami. W praktyce jest to rozwiązanie, które można uznać za „win-win”.